środa, 1 października 2014

petits bonheurs de septembre

Wrzesień minął szybko, przyszła jesień, raz piękna i słoneczna, innym razem deszczowa i melancholijna (ale też piękna!). Zdecydowanie po wiośnie jest to moja ulubiona pora roku :) Góry stają się najpiękniejsze, wkrótce będzie można kupić pieczone kasztany (a może już są?), w chłodniejsze wieczory będę rozgrzewać się pysznym grzanym winem i może w końcu nauczę się robić zupę z dyni (podobno bardzo łatwe - tylko jeszcze nigdy nie próbowałam...).
Tym, którzy za jesienią nie przepadają polecam 40 powodów, które pomogą w innym  spojrzeniu na tę porę roku (EN).


Wrzesień był dla mnie przede wszystkim miesiącem powrotu do blogowania (hmm, jakiego powrotu, ja się przecież wcześniej w ogóle nie rozkręciłam!). Zaczęłam także chodzić na tańce. Ale nie byle jakie tańce, polskie tańce! Gdyby trafił tu ktoś z Alzacji i był zainteresowany odsyłam do Wiosny.

Zaraz na początku września wybraliśmy się na ostatni w tym sezonie pokaz świetlny na katedrze w Strasbourgu. Był naprawdę niesamowity!


Wróciłam do regularnego biegania (żebym tylko nie zapeszyła:p). A że Strasbourgoise już w przyszłym tygodniu, to i na kilka grupowych treningów się wybrałam (czyli ponad 100 kobiet biegających po parku, zaś w biegu ulicznym będzie nas ok 15 tys!!!). Niestety pierwszy z nich skończył się ogromnymi zakwasami, czyli les courbatures (udało się, zapamiętałam to słówko!).

poniedziałek, 29 września 2014

Jak się pozbyć bałaganu z zakładek

Coucou,

nie wiem, czy Wam się to zdarza ale ja nagminnie mam problem z mnóstwem pootwieranych okien w przeglądarce. Jestem spokojnie w stanie dojść do kilkudziesięciu ;) Potem pojawia się problem "a które to okienko było od czego"... Albo co gorsze, zamknięta przeglądarka zbuntowała się i nie otworzyła na nowo wszystkich okien. Argh, przecież ja tam miałam tyle rzeczy! Przepisy, ciekawe artykuły, ćwiczenia z francuskiego, rzeczy do pracy... Wszystko przepadło w czeluściach mojego bałaganiarstwa internetowego!

Jest na to jednak ratunek. Wcześniej korzystałam z programu clipboard, niestety sprzedali się i zakończyli działalność... Na szczęście natrafiłam na keeb'a, który daje jeszcze więcej możliwości i jest naprawdę bardzo przydatnym narzędziem pomagającym w produktywności :)


piątek, 26 września 2014

La playlist du weekend (2)

Piątek 22h43
Szykuje się impreza jak za starych erasmusowskich czasów. A że wtedy królowała u nas La Roux, to teraz czas na jej nową odsłonę :)



Sobota 11h17
Obrona doktoratu naszego przyjaciela... Jako, że i tak nic nie zrozumiem z tej całej mądrej dyskusji, to pomagam w przygotowaniach poczęstunku:P W radiu zaś nowy utwór Yseult, znanej z ostatniej edycji francuskiego Idola (Nouvelle Star). Wpada w ucho po drugim odsłuchaniu ;)



Niedziela 17h56
Rodzinne popołudnie, granie w tarota/barbu/belote i muzyka wg upodobań głowy rodziny. Tak, są tacy Francuzi, którzy słuchają polskiej muzyki ;)




Bon week-end à tous!
Madou :)

czwartek, 25 września 2014

Prowansalskie smaczki - woda cynamonowa

Coucou!

Woda cynamonowa (l'eau de cannelle) była dla mnie odkryciem tego lata. Schłodzona doskonale orzeźwia. Idealnie sprawdzi się także w okresie jesiennym, w końcu cynamon ma właściwości rozgrzewające oraz wzmacniające odporność. Przyspiesza również metabolizm, więc śmiało mogą ją też pić wszystkie osoby dbające o linię ;)


wtorek, 23 września 2014

lavande czy lavandin?

Coucou!

Będąc na Święcie Lawendy w Sault dowiedziałam się z bardzo pewnego źródła, że lawenda to nie lawenda
Yyy, że co? Gdyby nie to, że tym pewnym źródłem były osoby zajmujące się uprawą tego cudownie pachnącego ziółka, to bym sobie pomyślała, że ktoś mi jakieś kity wciska ;P


W Prowansji rozróżnia się bowiem lavande i lavandin. I to, co według nas jest powszechnie uważane za lawendę, to wcale nie jest lavande, ale właśnie lavandin. Na czym polega różnica?


Po pierwsze wygląd. Prawdziwa lawenda, to lawenda wąskolistna, zwana również lekarską (dla fanów botaniki Lavandula angustifolia Miller lub Lavandula officinalis Chaix), jest ona mniejsza i drobniejsza, nie rozgałęzia się, a jej kwiaty po wysuszeniu są nadal mocno fioletowe.


Popularna dla nas lawenda to zaś lavandin, po polsku podobno lawandyna/lawendyna. Słyszał ktoś kiedyś którąś z tych nazw? Ja nie, SJP też nie, nie mam pojęcia czy tłumaczenie jest więc poprawne, czy to po prostu taka niekoniecznie udana kalka z francuskiego. W każdym bądź razie z tymi wyrażeniami można się spotkać w "polskich internetach" (ale jak powszechnie wiadomo internet sprowadza czasem i na manowce...).
To ją uprawia się zazwyczaj na tych pięknych fioletowych polach (ponad 75% upraw). Jest to krzyżówka lawendy wąskolistnej oraz szerokolistnej (spiki). Jest ona większa od lawendy prawdziwej, a jej łodygi rozgałęziają się w charakterystyczny sposób. Po wysuszeniu jej kwiaty bledną (co można było zauważyć też na zdjęciach pól lawendowych ze Święta Lawendy). 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...