środa, 17 września 2014

Prowansalskie wspomnienia - święto lawendy

Coucou! 

Od moich prowansalskich wakacji minął już miesiąc, nadszedł czas aby w końcu uporządkować letnie zdjęcia i przy okazji podzielić się swoimi przeżyciami na blogu.
Wybierając się na wakacje w kierunku Prowansji nie nastawiałam się na to, że ujrzę lawendowe pola. Nie dość, że przebywałam w nieco innych jej częściach, to jeszcze po lawendowym sezonie. Rok temu z tego powodu byłam nieco zawiedziona, bo Prowansja wcześniej kojarzyła mi się tylko z lawendą, a tu taki zonk - kilka przekwitniętych krzaczków i żadnego prawdziwego pola - no jak to? Okazało się jednak, że ten rejon to nie tylko lawenda, ale też drzewka oliwne, słoneczniki, piękne Alpilles, hałasujące cykady i pola ryżowe (to ostatnie mnie zaskoczyło). 
Na szczęście u Niki przeczytałam jej relację z pobytu w Sault i dowiedziałam się, że 15 sierpnia będzie tam miało miejsce Fête de la Lavande. O tak, to zdecydowanie coś dla mnie!
Ruszyliśmy w trasę i po prawie dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce. Po drodze oczywiście cykanie fotek w lawendzie, która niestety już nieco przekwitła oraz zawieranie znajomości z nowymi koleżankami z wakacji ;)


niedziela, 14 września 2014

Słówko na niedzielę - une courbature

Z okazji powrotu na bloga postanowiłam, że pojawi się tu nowy cykl - słówko na niedzielę. W każdą niedzielę (tak, mam zamiar pracować nad regularnością wpisów!) postaram się napisać coś o słówku czy wyrażeniu, które towarzyszyło mi przez ostatnie dni. Mój francuski nie jest już na poziomie null, ale uczyć słówek trzeba się cały czas! :)
Dzisiaj będzie na sportowo. W związku z tym, że we Francji bieganie (la course à pied) jest bardzo popularne to i ja jakiś rok temu zaczęłam w miarę regularnie biegać (faire du footing). Niestety przez te wakacje sobie troszkę (no dobrze, bardzo!) odpuściłam... W związku z zapisaniem się na La Strasbourgeoise, czyli na bieg przeciw rakowi piersi (contre le cancer du sein), do treningów trzeba było wrócić.  O ile pierwsze zwykłe wybiegania poszły w miarę lekko, o tyle trening grupowy pod okiem trenera zakończył się dość boleśnie i męczą mnie zakwasy, czyli des courbatures. Mam nadzieję, że teraz to zapamiętam, bo cały czas powtarzałam tylko, że j'ai mal aux muscles i je marche comme une zombie ;)


Co robić by nie mieć zakwasów? Przede wszystkim należy nie zapominać o rozgrzewce (un échauffement) oraz o rozciąganiu (des étirements). 

1 2


Na zakończenie jeszcze 5 rad jak unikać zakwasów (FR) oraz ilustrowana instrukcja rozciągania (FR).

A czy Wy biegacie? I jak radzicie sobie z des courbatures?

A+, Madou :)




piątek, 12 września 2014

Zmiany, zmiany! :)

Witam wszystkich jeszcze tu zaglądających. Pewnie większość sobie myśli, że zupełnie zapomniałam o czymś takim jak blogosfera, w końcu ponad rok mnie nie było... No, nie zapomniałam, ale musiałam chyba w sobie nieco do tego dojrzeć. I gdy tak sobie dojrzewałam to mój laptop staruszek coraz bardziej odmawiał współpracy, stąd obiecałam sobie, że do blogowania wrócę wraz ze zmianą sprzętu na nowy, a ta nastąpiła dopiero po całkowitej śmierci staruszka. I oto jestem.

Na blogu szykują się więc zmiany. Pierwsza to ta, że rozstaję się z Melle Coccinelle i przeistaczam się w Madou. Dlaczego? Ponieważ Melle Coccinelle tak naprawdę była czymś wymuszonym i mimo, że bardzo lubię biedronki, to czułam się w tym nieswojo. A Madou? Podobno jest to zdrobnienie od francuskiej wersji mojego prawdziwego imienia. Wiecie o jakie imię chodzi? Oczywiście o Madeleine czyli Magdalenę :) A "podobno" dlatego, że o ile w Polsce jest to imię bardzo popularne to we Francji jest raczej staroświeckie i kojarzy się głównie z ciastkami (które z resztą uwielbiam!). I ja żadnej Madeleine, poza Madeleine z wieczorynki, jeszcze nie poznałam by móc się osobiście przekonać, że takie zdrobnienie jest stosowane. 



Szykują się również zmiany w wyglądzie bloga, ale to zapewne zajmie nieco czasu. Tak tylko uprzedzam, że gdyby nagle nic tu nie działało, to znak, że właśnie coś totalnie popierniczyłam ;)

Tematyka pozostaje nadal w okolicach francuskich. W najbliższym czasie z pewnością chciałabym powspominać nieco prowansalskie wakacje (w końcu zbliżające się jesienne wieczory są na takie wspominki idealne! albo takie deszczowe popołudnia jak u mnie dzisiaj), postaram się umieścić tutorial jak dodać polskie znaki do klawiatury AZERTY by móc korzystać równolegle ze znaków francuskich, bo zauważyłam, że wiele osób ma z tym problem oraz napisać więcej o ciekawych miejscach w Alzacji i Strasbourgu zaczynając od katedry, która właśnie rozpoczęła roczne świętowanie swojego tysiąclecia :)

U mnie samej przez ostatni rok wiele się działo, jadłam dużo serów i kosztowałam wielu nowych win oraz w końcu przerzuciłam się z angielskiego na francuski :) 

Na chwilę obecną to by było na tyle, mam nadzieję, że ktoś tam jeszcze do mnie zagląda :)


Bisous! Madou :)

niedziela, 30 czerwca 2013

Fête de la Musique - Genève 2013

Czas ponadrabiać blogowe zaległości :) W zeszły weekend wybraliśmy się do Genewy i "przypadkiem" trafiliśmy tam w czasie Święta Muzyki. Początkowo było mi nawet trochę smutno, że ominie nas ono w Strasbourgu, bo oczywiście nie sprawdziłam programu atrakcji na ten weekend w Genewie i nie miałam najmniejszego pojęcia co tam się będzie dziać. A działo się wiele! Po pierwsze, Fête de la Musique trwa tam aż 3 dni. A atrakcji jest tyle, że można by je nawet na tydzień (o ile nie dwa) rozłożyć ;) Gdy w piątek wieczorem wybraliśmy się na pierwszy spacer po Genewie praktycznie każdy pub robił swoją własną imprezę na zewnątrz, również mnóstwo restauratorów postanowiło "wyjść" do ludzi i przeniosło kuchnię (zazwyczaj w postaci jakiegoś grilla) przed knajpkę by zachęcić przechodniów, aby to właśnie u nich wydać drogocenne franki :P Początkowo dziwiło mnie, że nie spotykamy nigdzie po drodze jakichś amatorskich zespołów grających na wszelakich placykach. Aż w końcu wszystko się wyjaśniło - dotarliśmy do miejsca tętniącego życiem, gdzie tańcom w rytm gorącej, latynoskiej muzyki nie było końca. Idziemy kawałek dalej kolejna scena, tym razem z muzyką folkową. W innym zaś miejscu rock. Zadziwiające było to, że wszystko było zorganizowane w taki sposób, że różne rodzaje muzyki się nie zagłuszały, a w całej zaś Genewie było prawie 40 scen, na których prezentowane były najróżniejsze gatunki muzyczne. Od muzyki klasycznej przez folk, muzykę świata, klezmer, jazz, rock, reggae, ska, hip-hop blues, metal, electro i ethno po techno (i wiele innych, których nie wymieniłam:P). Większość scen była umiejscowiona w dwóch wyznaczonych obszarach parkowo-turystycznych, i przemieszczanie się między nimi było dość łatwe dzięki wszędzie dostępnym mapkom z programem atrakcji. Jednym minusem był ogromny tłum ludzi, w którym dość łatwo można byłoby zgubić część swojej grupy (nam się na szczęście to nie zdarzyło). Drugim oczywiście ceny, no ale cóż, wybierając się do Szwajcarii trzeba być na nie gotowym.
"Tubylcy" byli zdecydowanie bardziej przygotowani od turystów i w większości zaopatrzeni we własne trunki, które bez problemu można było spożywać siedząc sobie przy specjalnie przygotowanych stolikach z ławkami.

niedziela, 9 czerwca 2013

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Days 6&7

Szybciutko, żeby tym razem ukończyć wyzwanie :)
temat dnia wczorajszego, to urodziny - uwielbiam pakować prezenty :) Wydaje mi się, że własnoręcznie zapakowany prezent w ciekawy sposób sprawia o wiele więcej radości (podczas rozpakowywania:P), niż taki po prostu wrzucony do ozdobnej torebki... Ten co prawda nie urodzinowy, ale motyw pakowania jest.


Wyzwaniem na dzisiaj było zaś lato, które końcu zawitało i do Strasbourga i dziś wyglądało tak:


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...